Rejestracja
Dziś jest Środa, 8 Lutego 2012 Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii
zwin
short news
losowe zdjecie
zdjecie
Przejdz do galerii
statystyki
Online: 4 w tym 4 gości

Zarejestrowani:
Brak

Most users ever online was 175 on 18 Nov 2011 8:34
A A A A

O patronie

Spośród kilku różnych propozycji uczniowie i nauczyciele II Liceum Ogólnokształcącego w Świdniku w roku szkolnym 1996/1997 na patrona swojej szkoły wybrali Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Dlaczego taki wybór? Bo postać tego poety skupia w sobie najpiękniejsze ideały – ideały, o których mówił i pisał – a co najważniejsze – potwierdził życiem. Pokazał, że nie trzeba żyć długo, by żyć pięknie.

Urodził się 22 stycznia 1921 roku w Warszawie, w rodzinie, dla której ważny był rozwój intelektualny człowieka. Ojciec Krzysztofa, Stanisław, był krytykiem literackim, publicystą, historykiem literatury, ale też - jako syn byłego powstańca z 1863r. - czynnie uczestniczył w życiu politycznym kraju wiążąc się z Piłsudskim, po przewrocie majowym na znak protestu wobec działań Piłsudskiego przestał się angażować. Z kolei matka – Stefania z Zieleńczyków – wsławiła się w życiu kulturalnym Polski w okresie międzywojennym swoją działalnością oświatowo-pedagogiczną – była nauczycielką oraz autorką podręczników szkolnych, a także książek dla dzieci. Rodzice rozwijali w jedynaku (bo Krzysztof był ich jedynym żyjącym dzieckiem) zamiłowanie do literatury, a ojciec dodatkowo dbał o pielęgnowanie tradycji patriotycznych. Wydawałoby się, że Krzysztof w takiej atmosferze wzrastał bez trosk i zmartwień osiągając błyskawicznie sukcesy. Otóż nie – borykał się bowiem z wieloma problemami, aktualnymi również w życiu współczesnej młodzieży – często chorował (cierpiał na astmę) i głównie z tego powodu był pod stałą kontrolą matki. Pani Stefania bała się spuścić z oka ukochanego syna, co z kolei wzbudzało gniew jej męża, który uważał, że chłopak nie może być zbyt rozpieszczany. Krzysztof przeżył także długoletnią separację rodziców – mimo że państwo Baczyńscy pobrali się z miłości, życie małżeńskie nie układało im się dobrze. Syn pozostawał pod opieką matki – może właśnie stąd ta szczególna więź łącząca ich do ostatnich chwil życia Krzysztofa? Pani Stefania troszcząc się o zdrowie jedynaka, dbała, by należycie wypoczywał w wakacje i by – ze względu na astmę – zmieniał klimat, dlatego często bywał on w górach, w Bukowinie Tatrzańskiej, był również w Dalmacji.

Krzysztof Kamil uczył się w renomowanym Gimnazjum (później liceum) im. S. Batorego w Warszawie, ale nie był najlepszym uczniem. W szkole ścierały się różne orientacje polityczne – Baczyński stanął wówczas po stronie lewicy. Dopiero w czasie wojny zmienił swoje stanowisko.
Był chłopakiem nieśmiałym, rzadko z kimś się spotykał – zresztą nad jego życiem towarzyskim czuwała ciągle drżąca o niego matka starająca się uchronić syna od niestosownych znajomości. Pani Stefania mocno wierzyła w niezwykłe zdolności jedynaka i starała się rozwijać jego talent poetycki. Jako gorliwa katoliczka dbała również o jego rozwój duchowy.

Wrażliwy, nieśmiały, wątłego zdrowia, trzymany pod kloszem Krzysztof – początkujący poeta, gdy tylko przyszła chwila próby, okazał się prawdziwym żołnierzem.
W 1939r. zdał maturę, wkrótce po niej, w lipcu, zmarł jego ojciec. Mimo wcześniejszych konfliktów małżeńskich, podczas choroby pana Stanisława, troskliwie opiekowała się nim jego żona. To był trudny czas dla Krzysztofa – odszedł zawsze szanowany przez niego ojciec.
A najgorsze miało właśnie nadejść…
1 września wybuchła wojna. Reakcją Baczyńskiego na rozgrywające się wokół niego wydarzenia były wiersze, w których dawał wyraz swoim rozterkom i budował apokaliptyczną wizję ówczesnego świata kontrastując ją z arkadią dzieciństwa.
Jednak czas wojny niósł ze sobą również piękne doświadczenia. Pod koniec 41r. Krzysztof poznał o rok młodszą od siebie Basię. Nie była to jego pierwsza, ale na pewno ostatnia i najmocniejsza miłość. Mimo sprzeciwu jego matki, ślub młodych odbył się 3 czerwca 1942r., po półrocznej znajomości. Pani Stefania nie lubiła synowej i to było przyczyną rozterek Krzysztofa – rozdartego teraz między dwiema najważniejszymi w jego życiu kobietami: matką i żoną. Dopiero po latach matka poety przyznała, że „Krzyś tak kochał swoją żonę, że jej śmierci by nie przeżył”.

Małżeństwo Baczyńskich rozkwitało, ich miłość promieniała. Ale nie zapominali o rzeczywistości. Trzy lata po maturze – w 1942r. – Krzysztof zdecydował się rozpocząć studia polonistyczne na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Nie był gorliwym studentem, chodził tylko na wybrane zajęcia – resztę przekazywała mu Basia, studiująca razem z nim. Pół roku później zrezygnował z nauki, bo – mimo wcześniejszych sympatii lewicowych - postanowił wstąpić do Grup Szturmowych Szarych Szeregów (podległych AK). Mimo słabego zdrowia i niezwykłego talentu poetyckiego, zauważonego już przez autorytety ówczesnego życia literackiego, Krzysztof postanowił wypełnić swoją powinność wobec ojczyzny. Uważał, że nie może postąpić inaczej, twierdził, że nie wystarczy tylko pisać. Okrucieństwo wojny, śmierć bliskich mu osób, getto warszawskie, do którego trafiła również jego rodzina ze strony matki (pani Stefania była Żydówką, ale ze względu na nietypowe rysy twarzy udało jej się uniknąć losu rodzeństwa), przygotowania do powstania – to nie mogło spotkać się z obojętnością wrażliwego człowieka. Wstąpił do batalionu „Zośka”, lecz, gdy powierzono mu funkcję szefa prasowego kompanii, odebrał to jako degradację i w lipcu 44r. przeniósł się do batalionu „Parasol”. 1sierpnia 1944r. rozpoczęło się powstanie, tego dnia Baczyński miał stawić się na odprawę przy ul. Focha. Zbyt późno przyszło odwołanie rozkazu i Krzysztof ze swoim oddziałem znalazł się poza plutonem. Nazajutrz przyłączył się do grupy przygotowującej się do odbicia Niemcom Pałacu Blanka.
Dwa dni później już nie żył. Zginął 4 sierpnia 44r., ale jego matka jeszcze długo poszukiwała syna wierząc w to, że on jeszcze żyje. Dopiero proroczy sen matki Basi skierował poszukiwania na właściwe tory. Zwłoki Krzysztofa odnaleziono w ruinach Ratusza. W styczniu 47r. zostały przeniesione na Cmentarz Powązkowski w Warszawie. W tej samej mogile pochowano Barbarę, która umarła 1 września 44r. od obrażeń głowy doznanych podczas ratowania rannego żołnierza.
Nikt jej nie powiedział o śmierci męża, ale ona wiedziała. Umierając w malignie mówiła: „Idę do ciebie, już idę do ciebie”. Miłość Baczyńskich, wraz z ich nienarodzonym dzieckiem (Basia była w ciąży) spoczęła w grobie, ale przetrwała poezja Krzysztofa i legenda, którą stworzył. Matka Basi, Feliksa Drapczyńska, po wielu latach od zakończenia wojny wyznaje: „Kiedy jest mi źle, czytam te wiersze i teraz dopiero je rozumiem… To są moje wnuki, te jego wiersze. To tylko mi zostało. Tym żyję…”